Oczywiście
są osoby ( dzięki Bogu każdy jest z nas inny), dla których nowe miejsce czy
grupa nie stanowi problemu. Wręcz czują się tam, jak ryba w wodzie. Gratuluję
odwagi i swobody rozmowy. Tej umiejętności raczej nie zdobędę.
Denerwuje
mnie to udawanie radości, mówienie grzecznie i spokojnie aby pokazać się jak z „najlepszej”
strony, ale czy to pierwsze wrażenie czasem nie bywa mylące? Moim zdaniem o
opinii decyduje całokształt osobowości, chwile spędzanych z daną osobą. Czy po
pierwszym spotkaniu możemy powiedzieć już wszystko o innej osobie?
„Cześć jestem Julia, mam
18 lat i jestem tegoroczną maturzystką…”
Brzmi
to, co najmniej jak z jakiegoś grupowego spotkania. Mimo to na przywitanie
przecież nie wymienię swoich wad lub zalet. Choć znam takie osoby, które moment
poznania uznają za licytacje w banku („Cześć mam na imię Kasia, mam milion na
koncie, szampana w lodówce i lamborghini w garażu” choć teraz bardziej
popularne „Cześć mam na imię Kasia, lustrzankę i trzy pary Vansów”) , jakby
przedmioty definiowały człowieka.
Do
czego zmierzam, a do tego że dla niektórych ( w tym dla mnie) moment poznania
jest stresujący. Znalezienie wspólnego tematu do rozmowy. Fakt czasem znajdzie się
osoba z którą można porozmawiać na wszystkie tematy ( hmm ciekawe czy mój pies
zalicza się jako osoba…), jednak pierwsze kilka spotkań jest dziwne. Dlatego
wybaczcie mi moją nieśmiałość przez kilka kolejnych postów.
A
więc do rzeczy: Cześć, jestem Julia mam 18 lat i najdłuższe wakacje w swoim życiu.
Postanowiłam założyć bloga, aby pokazać swój mały i prawdziwy świat, w którym
próbuję nie zwariować. Zanudzę was moją miłością do książek, filmów i seriali
oraz moimi dziwnymi i pokręconymi myślami. No i chyba jestem zołzą, ale o tym
to się na Bank dowiecie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz